Zarejestruj się!
Wirtualne Mapy - społeczność turystów. Dołącz do nas aby czytać całość artykułów i komentować!
Ostatnio wyświetlane przez
  • Alecfgc tgcff
  • Elżbieta Głąb
  • Andrzej Dzirba
  • Zbigniew Głąb
  • Piotr Głąb
  • Łukasz Michałek

Warszawska turystyka szaletowa

W trakcie eksploracji turysta odczuwa co najmniej kilka potrzeb. Niektóre łączą się z obsługą obu końców przewodu pokarmowego inne z potrzebą poznawania miejsc, których znajomością można (a niekiedy trzeba) błysnąć w towarzystwie. Wszystkie te potrzeby można połączyć.


Warszawa – stolica Polski, jest naszym dobrem narodowym. Każdy Polak powinien choć raz pojechać do miasta stołecznego, aby zobaczyć jego uroki. W towarzystwie (niezależnie od miejsca w Polsce, w którym się znajdujemy) wypada wiedzieć, gdzie jest Marszałkowska, Aleje Jerozolimskie czy Pole Mokotowskie. Jeśli nie wiemy to jesteśmy takimi samymi ignorantami jak ci, którzy nie wiedzą co to jest Małe Ciche albo Tarnica.


Jeśli już zdecydujemy się na zmniejszenie poziomu naszej ignorancji i dotrzemy do grodu nad Wisłą, nie będącego Krakowem, Toruniem, Gdańskiem ani kilkoma innymi miastami, możemy beztrosko zająć się zwiedzaniem. 


Lądujemy na dworcu Centralnym i po przebiciu się przez podziemny labirynt wychodzimy naprzeciw Pałacu Kultury. To budynek znany każdemu Polakowi. Niegdyś najwyższy w całym kraju, dar narodu radzieckiego, po 1989 roku stał się obiektem sporu, a firmy zajmujące się wyburzaniem zacierały ręce. Ku ich rozpaczy (a także wielu innych osób) gmach przetrwał i ma się całkiem dobrze. 



Pałac Kultury i Nauki został im. Józefa Stalina oddany do użytku w 1955 roku. Miał przed nim stanąć pomnik inżyniera radzieckich (i nie tylko) dusz, jak nazywano przywódcę naszego wschodniego sąsiada, jednak nie udało się znaleźć odpowiedniego wykonawcy i pomysł zarzucono. Budynek powstał w trzy lata (i co na to współcześni deweloperzy?). Dla robotników, zbudowano w tym czasie specjalne osiedle na Jelonkach. Podobnie jak pałac osiedle przetrwało, a po skończeniu prac służyło wielu pokoleniom warszawskich studentów. 


Jeszcze kilka lat po oddaniu Pałacu do użytku był on znanym miejscem oddawania skoków samobójczych. Trend zapoczątkował podobno pewien Francuz. Władze jednak nie tolerowały niekontrolowanego spadania obywateli (nawet z krajów kapitalistycznych) i taras widokowy Pałacu okratowano.


Tu przerwiemy narrację dla zaspokojenia potrzeb niższych. Toalety w Pałacu są darmowe i w miarę przyzwoite, choć standard PRL jest wyczuwalny. Najlepiej wejść od strony wschodniej. Już po chwili znajdujemy się w holu przed schodami prowadzącymi do góry. Omijamy schody z lewej lub prawej strony i schodzimy (na wszelki wypadek warto dodać że w dół) do niższego holu, gdzie znajduje się szatnia, windy. I oczywiście upragnione toalety - panie na prawo, panowie na lewo.



Zwiedzanie pałacu może zając cały dzień. Istnieje możliwość wynajęcia przewodnika. Można też na własną rękę zobaczyć m. in. Muzeum Techniki czy Muzeum Ewolucji i oczywiście wjechać na taras widokowy. 


Po wyjściu z Pałacu warto spojrzeć pod nogi. Bystre oko wypatrzy tutaj zaznaczoną linię getta żydowskiego z czasów drugiej wojny światowej. Główny gmach Pałacu nie leży na terenie getta. Znalazły się tam jego północne zabudowania. Jeśli ktoś zna choć trochę historię getta i powstania warszawskiego to bez trudu uświadomi sobie dlaczego Pałac wybudowano właśnie w tym rejonie: tutaj było najmniej do wyburzania. Wystarczyło tylko wywieźć gruz po kamienicach, które wysadzili hitlerowcy. Jeśli ktoś chce mieć wyobrażenie jak wyglądał ten teren bezpośrednio po wojnie, warto obejrzeć oryginalny film (z 1945 roku) w Muzeum Powstania Warszawskiego. Miejsce, gdzie znajduje się Pałac i jego bezpośrednie otoczenie, przecinały przed wojną ulice z licznymi kamienicami. Świadectwem tego jest do dzisiaj ulica Chmielna, która ciągnie się zarówno po zachodniej jak i wschodniej stronie placu Defilad. Po północnej stronie Pałacu można też znaleźć wmurowaną w chodnik tablicę: tu była ulica Pańska.



Pora ruszyć dalej. Wchodzimy w ulicę Emilii Plater i idziemy w kierunku południowym. Po prawej stronie mijamy osławionego Marriotta (większość ludzi nigdy w nim nie była ale nie wiedzieć, gdzie się znajduje to wstyd), potem po lewej kościół św. Barbary i dochodzimy do skrzyżowania z Koszykową, gdzie ulica E. Plater zamienia się w ulicę Stanisława Noakowskiego. W tym miejscu znajduje się niewielki skwer, a na nim lokal gastronomiczny umiejscowiony w… szalecie miejskim. Jest to jeden z wielu „chińczyków”. Ceny i menu podobne jak w całym mieście. Jednak zejście do szaletu pozostaje w pamięci.



Idąc dalej na południe trafimy na główny gmach Politechnikę Warszawską. Tutaj warto wejść, bo to miejsce nie wszyscy znają, a można je pokazywać znajomym na zdjęciach i chwalić się tym, którzy nigdy tam nie byli. Wchodzimy do środka i… już wiadomo, gdzie kręcono Harrego Pottera. A każdym razie gdzie kręcono by go, gdyby powstawał w Polsce. Budynek powstał na przełomie XIX i XX wieku. Podobno architekci, którzy go projektowali nie mieli pojęcia jak powinien wyglądać gmach wyższej uczelni. Udali się więc w podróż po Europie obserwując różne placówki naukowe. Plany szkicowali w pociągach. Po dwóch miesiącach wrócili z gotowymi projektami. Wnętrze trudno opisać – trzeba je zobaczyć. Schody, klatka schodowa, podcienia i łuki w „barokowym” stylu, duży dziedziniec wewnętrzny – wszystko to nakryte kopułą, która sprawia że wszystkie dźwięki stają się wytłumione, a budynek nabiera tajemniczości.



Oczywiście mamy też coś dla ciała. Toalety znajdują się na każdym piętrze w korytarzach wybiegających z dziedzińca. Tym razem panowie na prawo, a panie na lewo. Na pierwszym piętrze w korytarzu po prawej stronie znajduje się bar studencki. Jak tego typu bary łączy on przyzwoite ceny z nienajgorszą jakością.



W dalszej części wyprawy wchodzimy w ulicę Polną i udajemy się na południe w kierunku Pola Mokotowskiego. Pole słusznie zostało nazwane polem, bo jeszcze 200 lat temu w tym miejscu znajdowały się podmiejskie tereny rolnicze. W początkach XX wieku to tutaj był południowy „skraj” Warszawy. Znajdowały się tu tory wyścigowe i lotnisko, z którego pierwsze loty odbywali Żwirko i Wigura. Lotnisko było użytkowane przez Rosjan, a w czasie I wojny światowej przez Niemców. Potem, w dwudziestoleciu międzywojennym, stało się lotniskiem cywilnym, aby następnie „wylądować” na Okęciu.


Przecinamy Pole na skos i dochodzimy do Alei Niepodległości. Jeśli ktoś pamięta film (i oczywiście książkę) Pianista, to właśnie ta ulica została pokazana w jednym z ujęć, jako kompletnie zrujnowana po powstaniu warszawskim. Dom, w którym ukrywał się Władysław Szpilman znajduje się na północ od Pola Mokotowskiego i ulicy Wawelskiej po stronie zachodniej Alei Niepodległości. Łatwo go znaleźć bo jest na nim tablica pamiątkowa.


Idąc Aleją dalej na południe po lewej stronie trafimy na gmach koloru różowo – łososiowego. To zabudowania Szkoły Głównej Handlowej, w czasach PRL-u znanej jako Szkoła Główna Planowania i Statystyki. Budynki te są wpisane na listę zabytków. Najstarszy (jeszcze przedwojenny) jest ten położony od ulicy Rakowieckiej. Główny gmach zwieńczony jest charakterystyczna kopułą. Wchodzimy do środka. Toalety znajdują się na przeciwległym końcu obszernego holu. Panie na lewo, panowie na prawo. A potem możemy już spokojnie oddać się zwiedzaniu i podziwianiu pięknej socjalistycznej architektury lat 50. XX wieku.



Kończymy wycieczkę. Jesteśmy przy stacji metra Pole Mokotowskie – kupując bilet za 3,40 możemy dowolnie zmienić lokalizację. Chętni mogą pójść jeszcze dalej na południe. Po prawej stronie znajda kamienicę w której mieszkał prezydent Ryszard Kaczorowski. Kawałek dalej po tej samej (zachodniej) stronie znajduje się dom, z którego hitlerowcy wywlekli Rudego - bohatera Kamieni na szaniec. 


Jeśli ktoś zapuści się jeszcze dalej na południe to po lewej stronie w pobliżu stacji metra Racławicka przy skrzyżowaniu z ulicą Odyńca znajduje się Efez – najlepszy kebab w Warszawie. A jeszcze dalej Radio, Telewizja. Ale to chyba na inną wycieczkę, bo tam nie ma darmowych toalet.

  i   lubią to.
Andrzej Dzirba
moje ulubione toalety - nie do końca publiczne, choć ogólnodostępne i nieodpłatne - znajdują się na 10 piętrze PKiN w Collegium Civitas. Dość ciężko je zlokalizować - nie wyraźnych napisów, że to tu, ale za to mało osób je odnajduje ...
  • 19/01/2013
  • ·
  • Lubię
  • ·
Zbigniew Głąb
to też moje ulubione toalety ale tak na szybko to chyba te Bartka wygodniejsze
  • 19/01/2013
  • ·
  • Lubię
  • ·
Dariusz Dzirba
Czy w łazienkach są toalety?
  • 22/01/2013
  • ·
  • Lubię
  • ·
Andrzej Dzirba
wszędzie taki joke ...
  • 22/01/2013
  • ·
  • Lubię
  • ·
Bartek Niedźwiedzki
każde drzewo twoje
  • 22/01/2013
  • ·
  • Lubię
  • ·
Elżbieta Głąb
Omijam toalety Dworca Centralnego, wolę Złote Tarasy bo tam są czyste i za darmo. Przy każdej bytności na Placu Zamkowym odwiedzam tę samą toaletę od 1974 roku, wracają wspomnienia bo dostać sraczki w dzień własnego ślubu to katastrofa.
  • 13/02/2013
  • ·
  • Lubię
  • ·
Andrzej Dzirba
he he - teraz masz wybór, bo obok tarasów można wejść na 12 piętro pałacu kultury piękne toalety ...
  • 13/02/2013
  • ·
  • Lubię
  • ·
Zbigniew Głąb
a tak - piękne. przez rok korzystałem regularnie
  • 14/02/2013
  • ·
  • Lubię
  • ·
Elżbieta Głąb
Bartek zainspirował mnie do odwiedzenia przy najbliższej bytności w Warszawie Gmachu Głównego Politechniki i spojrzenia na niego z perspektywy czasu. Jak się miało 90% zajęć przez 4 lata w Gmachu Głównym to spowszedniał. Aby coś zjeść schodziło się do "chlewika". Jedzonko było dobre i tanie.
  • 13/02/2013
  • ·
  • Lubię
  • ·
Zbigniew Głąb
pracowałem obok politechniki przez jakiś czas i czasami faktycznie lubiłem wejść do środka i popatrzeć. a i zwiedzanie toalety się zdarzało. wydaje mi się że dodatkowego uroku dodaje to zadaszenie w środku bo się robi zupełna akustyka. Miejsce jest fajne
  • 14/02/2013
  • ·
  • Lubię
  • ·
Zbigniew Głąb
  • 3/03/2013
  • ·
  • Lubię
  • ·
Elżbieta Głąb
  • 20/11/2013
  • ·
  • Lubię
  • ·
Zerknij na obrazek ...
Reload Image
... i wpisz cyferki, które widzisz w pole powyżej