Zarejestruj się!
Wirtualne Mapy - społeczność turystów. Dołącz do nas aby czytać całość artykułów i komentować!
Ostatnio wyświetlane przez
  • Elżbieta Głąb
  • maria Dzirba
  • Iga Ruselka
  • Piotr Trawiński
  • Piotr Głąb
  • Katarzyna Ankalime Głąb

Potrawa niekoniecznie na święta

Jakiś czas temu nie pojechaliśmy do Włoch. Za to Włochy przyjechały do nas. Tak, żeby uściślić: jeden Włoch. Całkiem nieduży. Ale za to mający dużo do powiedzenia. No i oczywiście, jak - domyślnie - każdy Włoch, umoiejący zrobić prawdziwe włoskie spagetti. Ponieważ okazji nie można bylo przepuścić nasz poczciwy Luka został namówiony do przyrządzenia swojej narodowej (tak przynajmniej uważamy w Polsce) potrawy. Nasz gość postawiony przed alternatywą staropolskiej pizzy, śmierci głodowej albo samodzielnego przygotowania posiłku wybrał to ostatnie.


Litościwie zakupiliśmy składniki. Tu lekkie zdziwienie, bo Luka zażyczył sobie tylko pomidorów, oliwy z oliwek i parmezanu. Produkty zostały nabyte drogą kupna przy czym okazało się, że każdy porządny Włoch, chyba przypadkiem, wozi przy sobie paczkę makaronu (i jak tu nie wpaść w stereotypy).


Wpuściliśmy Lukę do kuchni i zaczęliśmy podglądać mistrza a akcji. No w każdym razie założyliśmy, że mistrza i jak się okazało niewiele się pomyliliśmy. Zaczęło się od... mycia kuchenki. Na nasz protest (na wszelki wypadek słaby) Luka powiedział, że tak się we Włoszech zaczyna przygotowywanie posiłku. Kuchnia musi być czysta, żeby było przyjemnie. Uwierzyliśmy na słowo i pozwoliliśmy spełnić rytuał - w końcu inaczej spagetti mogłoby się nie udać.


Dalej było już całkiem zwyczajnie. Pomidory pokroić i do gara wrzucić. Trochę soli. Trochę oliwy. No i czekamy, mieszamy, czekamy, mieszamy i nagle robi się z tego 20 min. Kucharz przerywa zabawianie nas rozmową na tematy społeczno - polityczne (jakie te Włochy do Polski podobne) i zmienia garnek przekładając pomidory do nowego naczynia. Wtedy myśleliśmy, że przy okazji zacietrzewienia nieróbstwem włoskich polityków Luca przypalił garnek, jednak po moich samodzielnych eksperymentach okazało się, że chodziło o coś innego. Ale o tym później. 


Znowu mieszanie, czekanie i - żeby nie było nudno - odwrotnie. A włoscy politycy zarabiają zajwięcej w Europie. Po 40 min pomidory są gotowe. W czasie dyskusji o kondycji włoskiego Kościoła z pomidorów zrobił się gęsty sos (jednak jak się później okazało dyskusja taka nie jest potrzebna - wystarczy pomidory gotować odpowiednio długo).


W trakcie oczywiście, jedną ręką, Luka ugotował makaron. Dalej nastąpiło łączenie komponentów czyli podanie do stołu. Na talerz: makaron (muszelki), sos pomidorowy, parmezan i dla chętnych trochę bazylii na wierzch. Z pewną taką nieśmiałością podeszliśmy do spożycia. No bo tak na chłopski rozum to tradycyjne włoskie spagetti powinno składać się z jakichś tajemniczych składników dalekiego południa. Albo przynajmniej być przyrządzane w jakiś wyrafinowany i skomplikowany sposób.


Przy pierwszym kontakcie z podniebieniem... genialne! Połączenie polskich pomidorów z ręką włoskiego kucharza to naprawdę to. Nie na darmo śpiewamy w hymnie "z ziemi włoskiej do Polski". Cały aromat pomidorów został wydobyty i wspaniale podkreślony oliwą oraz odrobiną soli. No i ten makaron...


Oczywiście w wolnej chwili spróbowałem na własną rękę. Pomidory, oliwa i sól to raczej prosta sprawa. Gorzej z makaronem. No ale prowizorycznie tym razem na polskim - może się jakoś przeżre. Już pierwsza próba uświadomiła mi, że potrawa jest prosta i jeśli nie dodamy żadnych innych składników to niczego nie zepsujemy. Tylko za pierwszym razem wyszła... zupa. Po godzinie gotowania i utracie wiary, że woda w końcu odparuje, podałem do stołu pierwszą w życiu ugotowaną w ten sposób pomidorówkę. Na szczęście smak zwyciężył nad konsystencją i domownicy ochoczo spożyli i nawet się nie zatruli. Przy okazji okazało się, że sos (no, jeszcze wtedy nie sos) doskonale zabija smak (albo brak smaku) polskiego makaronu.


W czasie nastepnej próby odkryłem tajemnicę. Chodzi mianowicie o zmianę garnka. W właściwie nie tyle o zmainę, co po prostu o przecedzenie naszych pomidorów przez durszlak i wrzucenie do dlaszego gotowania samego gęstego. Najlepiej zrobic to po jakichś 15-20 minutach, kiedy w garnku będzie już wystarczająco dużo wody z pomidorów (pamiętajmy: nie dodajemy w ogóle wody na żadnym z etapów gotowania). I jeszcze jedno: pomidory warto sparzyć i obrać. Luka tego nie robił. Ale jak kto woli.


Podsumowując: za pomocą paczki makaronu, kilograma pomidorów, kilku łyżek oliwy, szczypty soli, startego sera i odrobiny bazylii, a także garnka i durszlaka, uzyskujemy w 40 min niedrogi i naprawdę smaczny posiłek dla kilku osób.


Ostanio jednak się nie udało. Po analizie organoleptycznej okazało się, że zimowe pomidory nie przypominają w smaku... pomidorów. Dlatego czekamy do czasu, kiedy pomidor znowu będzie pomidorem. 


A dla wszystkich miłośników pomidorów: addio pomidory


.


 

   lubi to.
Zerknij na obrazek ...
Reload Image
... i wpisz cyferki, które widzisz w pole powyżej